02 grudnia 2005

# 166

Śniło mi się dzisiaj, że miałam rozpocząć pracę jako kierowca autobusu miejskiego linii 126. Zadzwoniłam do Żuu i wykrzyczałam do słuchawki, że w końcu będziemy się częściej widywać, i że może będzie jeździł moim autobusem!

Pojechałam do zajezdni, żeby załatwić wszystkie formalności i odebrać autobus, który miał równocześnie być moim pojazdem służbowym do dyspozycji po pracy - w praktyce, miałam nim wracać i parkować pod domem...

Weszłam do budynku dyrekcji zajezdni, skierowano mnie do sekretariatu, w którym siedziało pięciu innych kierowców, którzy śmiali się ze mnie, że co to za baba-kierowca, i że pewnie ten autobus rozwalę pierwszego dnia. W sekretariacie była winda towarowa, którą trzeba było zjechać na dół, do pokoju prezesa. Kiedy otworzyły się drzwi, zobaczyłam tam cztery osoby z czarnymi przepaskami na oczach i zakneblowanymi ustami, powiedziano mi, że w taki sposób - w celach bezpieczeństwa - doprowadzani są do prezesa inni kandydaci na stanowisko kierowcy...

Uciekłam z krzykiem, więc stwierdzono u mnie małą odporność na stres i przekwalifikowano na ...rowerzystkę. Obudziłam się spadając z takiego oldschoolowego roweru z tylnym kołem wielkości koła od traktora i przednim wielkości piłki do nogi.

Brak komentarzy: